Multimedialność, w której żyjemy, mimo zaawansowania technologicznego i nieustannego postępu naukowego wciąż nie została wystarczająco zgłębiona. Nadmiar informacji, ciągłe zmiany i przeobrażenia w świecie stają się dominantą współczesności, natomiast człowiek wychowany tradycyjnie czuje się przytłoczony tą obfitością bodźców, a to rodzi bunt – jednostka zmaga się z samym sobą, poszukując istoty piękna, kształtując na nowo perspektywy odbiorcze dostosowane do dzisiejszych środków przekazu. Czy można w jakiś sposób wspomóc ten proces? Czy era audiowizualności, ikoniczności tylko ogranicza człowieka, przytłacza nadmiarem, czy może stanowi kolejny etap dziejowy, który – z początku budząc sprzeciw – zrozumiany i dogłębnie zbadany zyska uznanie?

Pytamy o to profesor Anielę Książek-Szczepanikową, znawczynię tematu zajmującą się problematyką odbioru literatury w erze multimediów, autorkę wielu publikacji poświęconych tej tematyce (między innymi Świadomość literacka ucznia. Głosy dzieci i młodzieży w schyłku XX wieku, Szczecin 1995, Ekranowy czytelnik, Szczecin 1996, Od obrazka do wideoklipu, Kielce 1997 czy Żyć w odbiorze. Czytelnicze wyzwanie z pozycji edukacji, Szczecin 2008), w przeddzień publikacji jej najnowszej książki Miejsce literatury w erze multimediów. Rozważania wybiegające w przyszłość…

PV: Co jest współcześnie największym zagrożeniem dla kultury wysokiej i jej wartości?
Powszechny brak wiedzy o multimediach i multimedialności, wśród których literatura i sztuka mają już swoje miejsce – godne poznania.

PV: Czy literatura i książka należą jeszcze do sfery sacrum?
TAK – tworzywem literatury i książki jest SŁOWO. „Na początku było słowo…” czytamy w Piśmie
Świętym – mowa różni nas od innych istot. Nawet papirusy przetrwały, chociaż po budowlach zostały ruiny.

PV: Czy Internet, w dobie niemal nieograniczonego globalnego dostępu do dzieł sztuki, do informacji na ich temat, pomaga wydobywać nieprzeciętne dzieła artystyczne, czy raczej służy promowaniu bylejakości, tandetności i prowadzi do zobojętnienia odbiorczego na skutek wszechobecnego nadmiaru bodźców?
Nadmiar wszelkich bodźców jest niebezpieczny dla każdego człowieka, ale umiejętność poruszania się w tym nadmiarze, postrzeganie poszukiwanych elementów wiąże się po prostu z nauczaniem tej umiejętności, a nawet sztuki. To, między innymi, zadanie szkoły współczesnej, w co nie chcą uwierzyć ludzie wychowani tradycyjnie. Dzieci wyprzedzają dorosłych w postrzeganiu multimedialnym.

PV: Czy i w jaki sposób można kształcić umiejętność krytycznego odbioru przekazu telewizyjnego, który – w związku ze skalą swojego zasięgu – nie jest spersonalizowany, ale przeznaczony dla niezidentyfikowanej masy?
Współcześnie cała ludzkość może odbierać przekazy telewizyjne, ale postawa jednostek jest „spersonalizowana” – o krytycyzmie świadczy sam wybór materiału podawanego przez TV. Może on uzależniać się od środowiska odbiorców, ich wykształcenia i kultury codzienności, ale te zjawiska istniały zawsze – piękno docierało po zmaganiach odbiorcy z samym sobą. Następujące kolejno epoki i kierunki w sztuce wywoływały sprzeciw, osiągały jednak prędzej czy później uznanie. Na przykład przekraczanie progu postaw romantycznych i pozytywistycznych. Kształcenie krytycznego odbioru to po prostu wyjaśnianie „nowego” w formie i treści, a w szkole omawianie kolejnych zjawisk odbiorczych: obrazu, dźwięku, ruchu, kolorystyki, układu zjawisk (szerzej omawiam tę problematykę w swojej książce pt. Od obrazka do wideoklipu).

PV: W jakim stopniu powinno się wykorzystywać nowe środki przekazu (film, telewizja, Internet) w edukacji, by zachęcać uczniów do rozwijania wrażliwości artystycznej i ułatwiać im kontakt ze sztuką?
Nie zdołamy zlekceważyć faktów: film może być bublem, bylejakością, tandetą i… sztuką, telewizja też ujawnia te cechy, nawet przy podawaniu codziennych wiadomości, a Internet to po prostu wielofunkcyjna księga, podręcznik i nauczyciel – już obserwujemy w nim dbałość o jakość przekazów i ich autorów. Film ma bogate opracowania – jest sztuką, telewizja też zmierza w tym kierunku i akceptuje krytykę, najtrudniej jest z Internetem, pełni on, między innymi, rolę komunikacyjną, niekiedy nadużywaną. Istnieją kraje, gdzie dzieci samodzielnie nie piszą, nie budują zdań i tekstów. Jest to poważny błąd. A kontakt ze sztuką? Ta zawsze przemawia samym swoim istnieniem. Rozkładanie na czynniki pierwsze znanych obrazów i innych dzieł jest poważnym błędem. W ich poznawaniu pomaga zjawisko nazywane w teorii literatury „światem przedstawionym” – o tym na lekcjach literatury nikt nie wspomina. Uczniowie potrafią jednak zadawać pytania prowadzące do sztuki przekazu. Na przykład przy wierszu Joanny Kulmowej Nike bez głowy (posąg w Luwrze)… stwierdzono: „Bogini wojny i zwycięstwa bez głowy – wiadomo, do czego prowadzi – do klęski”.

PV: Jak można zachęcić młodych odbiorców, dzieci i uczniów wychowanych w nowoczesności, przyzwyczajonych do dużej ilości bodźców, do zgłębiania ambitnych dzieł kultury?
Nadmiar sprzyja, jest wyzwaniem – „wydobyć perłę z głębiny morskiej jest nie byle jaką sztuką” – powiedział już Platon. Uczą tej sztuki kolejne działania dydaktyczne prowadzące do poznawania elementów dzieł literackich i innych. Całość wyróżnia się szczegółami. Uczeń niechętny lekturze Adama Mickiewicza Pan Tadeusz stwierdził, nieświadomy odkrycia, „ale to wszystko płynie jak opowieść, wprowadza w dziwny nastrój – przeszłość jakoś dźwięczy” (badania na terenach Polski Wschodniej – rok 2008).

 

Nowa książka Anieli Książek-Szczepanikowej jest dostępna w przedsprzedaży i do 4 czerwca 2018 roku można ją kupić w promocyjnej cenie na stronie księgarni Primum Verbum.
Serdecznie polecamy!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *